Są takie dni, kiedy nic się nie układa. Kawa za mocna, autobus uciekł, a w głowie już lista rzeczy do zrobienia, której nie chce się nawet czytać. I wtedy – ni z tego, ni z owego – ktoś mówi „abracadabra”. Albo ty sam to sobie rzucasz półżartem. I nagle robi się lżej.
